Smoczek – „zatykacz” małego wyjca
Wielu rodziców zastanawia się nad słusznością stosowania smoczka jako uciszacza dziecka. Coraz częściej mówi się o wadach niż zaletach. Współczesne badania pokazują, że długotrwałe stosowanie smoczka może prowadzić do wad zgryzu a w konsekwencji do wad wymowy. Z drugiej jednak strony dziecko rodzi się z naturalną potrzebą ssania. Jeśli nie dostanie smoczka, będzie ssało palec, kocyk czy cokolwiek innego będzie miało „pod ręką”. Zastępcze ssanie kciuka nie jest lepszym rozwiązaniem niż ssanie smoczka, również może prowadzić do wad zgryzu i wymowy a dodatkowo zniekształcić palec. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się być stosowanie smoczka tylko wtedy, gdy to niezbędne. Można np. wyciągać smoczek z buzi dziecka, gdy ono śpi, podawać go tylko, gdy się tego domaga a nie zawsze na przykład, jak płacze. Istotne jest również oduczanie w miarę szybko ssania smoczka, tak by roczne dziecko już go nie potrzebowało. W przeciwnym razie ssanie smoczka poza niebezpieczeństwem powstania wad zgryzu i wymowy będzie mogło przyczynić się do nieprawidłowego wyrażania i radzenia sobie z emocjami. Stanie się niedobrym nawykiem, zastępczym „rozładowywaczem” emocji, jak w przypadku ludzi dorosłych takim nawykiem jest na przykład obgryzanie paznokci. Podsumowując – stosujmy smoczki mądrze, nie traktujmy ich jak „zamykacza” dziecka i w miarę szybko oduczajmy dzieci od ich ssania.